Dwa zakute rycerskie łby
Dwa zakute rycerskie łby
Fotografia: Moja
Licencja: CC-SA 2.0

Dzisiaj chciałbym opisać pewną grę. I to nie byle jaką, bo grę bardzo dla mnie ważną, a do tego znakomitą. Grę, która przez ostatnie miesiące nieustannie zajmuje lwią część mojego czasu wolnego. Będzie o budowaniu niesamowitych zamków, mordowaniu niewinnych (i winnych też), a także o cichych zabójcach epoki średniowiecza na wiele stuleci przed pojawieniem się słynnych z Asassin’s Creed asasynów. King Arthur’s Gold, czyli o czym nie pomyśleli twórcy Terrarii oraz Minecrafta. Zapraszam do lektury.

Czar średniowiecza

King Arthur’s Gold, czyli KAG to niezależna sieciowa gra akcji 2D, wykonana w pikselowej oprawie oraz otoczce wieków średnich, inspirowana Soldatem oraz Minecraftem, w której gracze zrzeszeni w drużynach zajmują się oblężeniem budzących podziw zamków. Gra znajduje się w tej chwili w fazie alfa, ale już w tej chwili można powiedzieć o niej wiele dobrego.

W rozgrywce gracz bierze udział jako przedstawiciel jednej z trzech klas, z której każda cechuje się odmiennymi atutami. I tak rycerz jest ciężkim, silnym wojownikiem, specjalistą od brudnej roboty i główną siłą uderzeniową armii, łucznik zwinnym, potrafiącym ukrywać się w najmniej spodziewanych miejscach snajperem wyposażonym w łuk, a budowniczy inżynierem, a zarazem robotnikiem wznoszącym umocnienia drużynowej twierdzy bądź niwelującym wilcze doły wroga. Obecnie do zabawy dostępne są trzy dość standardowe tryby gry – capture the flag, team deathmatch oraz sandbox.

Zawsze chciałem być architektem

Esencją KAGa są budowle, tworzone według systemu sześciennych (lub raczej, w tym przypadku, kwadratowych) bloków, podobnych do tych, które znamy z Minecrafta lub Terrarii. Ponieważ we wszechobecnym trybie capture the flag naszym zadaniem, poza wykradzeniem flagi z obozu wroga jest także obrona własnej, rozumnie jest przygotować fortyfikacje, które zabezpieczą nas przed napływem nieprzyjacielskiej armii.

Prawie jak LEGO
Prawie jak LEGO
Fotografia: Moja
Licencja: CC-SA 2.0

Choć istnieją gotowe schematy, które można wykorzystać przy tworzeniu zamku, to nic nie stoi na przeszkodzie, by budować według własnego pomyślunku. Możliwości są niemalże nieograniczone. To od gracza (i jego drużyny) zależy, czy zdecyduje się na sekwencje sprytnych, kolejno poustawianych pułapek i niewysokich murów z blankami, czy też jedną, olbrzymią fortecę, wznoszącą się niczym góra ponad oddziałami wroga.

Zrozumienie zasad pozwalających na efektywną budowę użytecznych struktur zajmuje trochę czasu, ale przynosi wiele radości i pozwala na tworzenie budowli znakomicie ułatwiających przetrwanie nawet najcięższych oblężeń. Satysfakcja, jakiej doświadczyć można patrząc, jak wroga armia wpada do nie bez trudu przygotowanej fosy, nadziewając się przy tym na wyjątkowo ostre kolce z nawiązką rekompensuje minuty lub nawet godziny poświęcone na dopieszczanie obronnego rowu.

Gdzie król nie może, tam rycerzy pośle

Najlepsza nawet warownia nie poradzi sobie jednak bez obrońców, a i flaga sama się nie przyniesie. Tutaj na scenę wkraczają dwie pozostałe klasy, lepiej przygotowane do bitki niż odpowiedzialny za wznoszenie murów budowniczy. Trzeba przyznać, że każda z nich ma się czym popisać.

Rycerz to klasyczny osiłek, uzbrojony w miecz i tarczę. Mieczem, jak nietrudno się domyślić, rąbie na lewo i prawo, tarcza zaś niejedno ma zastosowanie. Poza podstawowym, czyli blokowaniem wrogich ciosów, sprzęt ten potrafi pełnić swoistą rolę spadochronu. Umożliwia również utworzenie prowizorycznego podestu/drabiny dla kompanów oraz ślizganie się po gładkiej nawierzchni. Do standardowego wyposażenia tej klasy należą również… bomby, siejące spustoszenie zarówno wśród wojsk, jak i struktur przeciwnika.

Póty katapulta kamieniami strzela, póki rycerz nie zepsuje
Póty katapulta kamieniami strzela, póki rycerz nie zepsuje
Fotografia: Moja
Licencja: CC-SA 2.0

Łucznik zaś, poza wystrzeliwaniem strzał, odgrywa rolę zręcznego ninja, potrafiącego ukrywać się w cieniu, a także wspinać się po drzewach lub własnoręcznie wystrzelonych strzałach. Często niedoceniany z powodu braku pancerza, mimo to zdolny zadać zaskakująco prędką i bolesną śmierć.

Budowniczy to tak naprawdę najbardziej uniwersalna spośród klas. Poza rutynowym zbieraniem surowców i wznoszeniem przy ich użyciu struktur, konstruuje katapulty, usuwa kłody spod nóg drużynie, tworzy podkopy oraz stawia drabiny i pomosty ułatwiające szturm kolegom z drużyny.

Warty podkreślenia w KAGu jest element współpracy – gra wręcz bazuje na kooperacji pomiędzy graczami. Każdej klasie zdecydowanie najlepiej pracuje się w towarzystwie dwóch pozostałych. Rycerze nie zdobędą zamku bez drabin budowniczego, łucznik, znajdując się w środku bitwy, nie może skutecznie nawiązać walki bez osłony ze strony rycerza, a budowniczy nie obroni samotnie swoich budowli.

„KAG to nie tenis. KAG to WOJNA!”

Owa maksyma, wygłoszona przez jednego z autorów gry doskonale oddaje kwintesencję gry. Na polu bitwy przetrwają jedynie najsilniejsi. Choć możliwe są starcia niewielkich, kilkuosobowych oddziałów, to to, czym naprawdę jest KAG najlepiej oddaje wizyta na serwerze goszczącym od 30 do nawet 80 graczy naraz, gdzie grad kamiennych pocisków (wystrzeliwanych z katapult) oraz strzał (wystrzeliwanych z łuków łuczniczych zastępów armii) przesłania blask słońca i nietrudno o bardziej lub mniej przypadkowy cios mieczem, wyprawiający postać kierowaną przez gracza na tamten świat.

Wojna! Przerażające!
Wojna! Przerażające!
Fotografia: Moja
Licencja: CC-SA 2.0

KAG to piekło wojny w najbardziej przerażającym wydaniu. KAG to arena, z której żywi wychodzą jedynie najodważniejsi, najzręczniejsi oraz najsprytniejsi z wojowników.

Co istotne, KAG jak mało która gra zawiera w sobie coś, co pozwolę sobie określić kolokwialnym mianem pierwiastka epickości. Gameplay bazujący na umiejętnościach, a nie nabijanym levelu, klimat, umiejscowienie akcji, nieco humoru i możliwość zostania od czasu do czasu bohaterem poprzez dokonanie czegoś, co wydaje się niemożliwe, zdobywając tym samym szacunek towarzyszy broni oraz niezapomniane wspomnienia, o których można opowiadać kolegom przez lata stanowią razem mieszankę dającą wiele radości w długie, zimowe wieczory (ale i nic nie stoi na przeszkodzie, by kontynuować granie gdy przyjdzie wiosna!).

Grać czy nie grać?

KAG potrafi być niesamowitym pożeraczem czasu, czego żywym przykładem jest autor niniejszego tekstu. Gra znajduje obecnie się w fazie intensywnego rozwoju, a jej plany na przyszłość wyglądają na tyle zachwycająco, że ciężko oprzeć się pokusie i nie wydać te 10 euro na zakup pełnej wersji, zwłaszcza, że w przyszłości ma ona podrożeć. W perspektywie nadchodzącego czasu znajdują się: zombie survival (już wkrótce), cykl dnia i nocy (też wkrótce), nowe machiny oblężnicze, tryb przygody zawierający otwarty świat, możliwość podpalania budowli, zwierzęta, nowe przedmioty i wiele innych. Wszystko to wyłącznie dla tych, którzy zakupią wersję premiowaną.

Dla posiadaczy kont darmowych pozostanie to, co w tej chwili stanowi trzon gry: capture the flag i team deathmatch (a wciąż jest to niemało).

Odpowiedź na pytanie z nagłówka pozostawiam czytelnikowi, uprzednio gorąco polecając wypróbowanie KAGa na własnej skórze!

Grę w darmowej wersji można pobrać poprzez Desurę lub z oficjalnej strony KAGa, tamże również możliwy zakup konta premium. Warto również nadmienić, że głównym twórcą gry jest Michał Marcinkowski, czyli autor Soldata.

Polecam również lekturę innego, niezbyt długiego tekstu opisującego grę – na Polygamii.

Życzę wielu udanych oblężeń!

Lepszy knight w garści niż builder na dachu
Lepszy knight w garści niż builder na dachu
Fotografia: Moja
Licencja: CC-SA 2.0